A jednak tak to bywa w życiu (niby to z wielkim finałowym zdziwieniem się odbywa, a jednak dlaczego???). bywa, ze sie starzejemy i z prześmiewczego tonu na temat starszych pan wgryzajacych się w temat chorobotwórczy jakim są przypadłości codzienne i niecodzienne, sami w ów temat wchodzimi. Ale co gorsza wchodzimi z kretesem. I uświadomienie nierzeczywistej rzeczywistości (podobnież jak oczywistej oczywistości apolitycznie tym razem spozytkowanej w tym kontekscie) sprawia, ze się można
a) załamać
b) nie przejmować
c) rozgryzać
Nieustannie symbolem bedzie przejscie ze stero na mono. Klasa niżej. A będzie przeciez coraz gorzej. tyle dobrze, ze w pewnych kwestiach lepiej: kwestiach świadomości, że co mi z tego, że fikać koziołki mogę, kiedy głupia nie zastanawialam sie dokąd ten świat zmierza (a niechybnie znów do zderzenia - w niedalekiej przyszłości - kontynentów. czyli przyszłość to zmiana).
Ach i tak. zawsze jest coś za coś. Bo logicznie posiąść wszystkiego się nie da. I chciałoby się tylko wiedziec: skąd biorą się rano oczy posiatkowane czerownymi zylkami i bołe głowy niekończące sie. Odpowiedzi póki co brak (jak również paruset złotych) taka rozdzierająca rzeczywistośc wydaje się nie stronić od absurdu. Bo absurdem jest mówić, że nie ma nic skoro ciągle czuję, że coś jest nie tak.
W miejscu tym zaznaczyć pragnę siłe przywiązania do marki harribo i oznajmić, że: ja ja Harribo macht Kindern froche. I to chyba tyle. Jak na przerwe za dluga. Wynik to oczywisty: bo mysli z eteru przeniosly sie na usta. Juz wypowiedziane nie potrzebuja miejsca upustu jakim jest internet. No oprocz tej:
starzeje sie, co widac, slychac, a przede wszystkim: czuć
this time that day I couldn't touch the sky - again.
don't need your help don't need my pride, gonna try one more time...
2007-11-04 21:58:31